Poszłam na randkę… z samą sobą!

Umówiłyśmy się na 5 po południu. Ona przyszła nieco spóźniona. Typowe zachowanie dziewczyn. Przychodzą później i karzą na siebie czekać. Wyglądała ładnie. Miała na sobie jeansy, szary top z guziczkami i trampki. Tego dnia było troszkę chłodno, dlatego przez torebkę przewiesiła czarny sweterek.  Muszę przyznać, że nie odstroiła się przesadnie, ale i tak wyglądała świetnie z rozpuszczonymi włosami i delikatnym makijażem.
Kiedy ją zobaczyłam, wiedziałam, że to będzie miły wieczór. Poszłyśmy na mały spacer po okolicy. Miło jest tak poszwędać się bez celu. Obie uznałyśmy, że dawno tego nie robiłyśmy i zapomniałyśmy ile radości dostarcza taki spacer. Przechodziłyśmy obok budki z lodami. Widziałam w jej oczach, że ma na nie ochotę. Wybrała sobie jogurt mrożony z truskawkami. Albo jest na diecie, albo chce się zdrowo odżywiać. Chciałam, żeby było romantycznie, więc usiadłyśmy na rynku na ławeczce. Ładny widok, miła atmosfera, latające wokół nas gołębie i biegające dzieci. Fajnie, do czasu. Nagle jeden z tych małych brzdąców leci do swojej matki krzycząc coś niewyraźnie. Nie wiedziałam o co mu chodzi, dopóki nie usłyszałam matczynego „to chodź pod ten krzaczek”. „Ten krzaczek” na przeciwko nas. Próbuję odwrócić JEJ uwagę, ale i tak widzę zniesmaczenie w jej oczach. Ona odkłada łyżeczkę i patrzy gdzieś na lewo. Nie chciałam, żeby całą atmosferę zepsuł sikający naprzeciwko nas dzieciak, dlatego szybko zaprosiłam ją na dalszy spacer.
spacer

 

Rozmawiałyśmy o życiu i o śmierci. O naszych planach na przyszłość i o zmieniającej się architekturze miasta. Weszłyśmy do paru sklepów, ale nic jej się nie spodobało. Kupiła tylko coś w aptece, tłumaczyła, że będzie z tego robić jakiś tonik, ja tam się nie znam. Kiedy założyła na siebie swój czarny sweterek, pomyślałam, że to czas by zaprosić ją na kawę. Zajrzałyśmy do nowej knajpy, ale nie spodobało nam się w środku, więc wyszłyśmy i poszłyśmy do sprawdzonej już herbaciarni. Ona zamówiła gorącą czekoladę z bitą śmietaną. Hmm, czyli jednak nie jest na diecie? Głupio mi było zapytać.
Spędziłyśmy tam przyjemnie półtora godziny i wyszłyśmy, by jeszcze raz przejść się wokół dawnych granic miasta. Usiadłyśmy na ławce przed kościołem i wtedy zaprosiłam ją do siebie. Wiem, że to nie najlepsze miejsce, żeby zadawać takie pytanie, ale zgodziła się. Może nie jest zbyt wierząca. Trochę było mi głupio, że musimy wracać komunikacją miejską. Właściwie powinnam podjechać po nią moim błyszczącym, czerwonym Ferrari, niestety, akurat oddałam je do czyszczenia. Na szczęście, nie miała mi tego za złe.
Kiedy piszę ten tekst jest 14. Ona dopiero wyszła. Leżałyśmy w łóżku do 12 i jadłyśmy lody. Ona nie jest na diecie. Zapytałam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *