Co dała mi Akcja Wakacyjny Budzik. Podsumowanie.

Dwa miesiące temu rozpoczęłam wakacyjną mobilizację. Miało „nie wyjść jak zawsze”, miałam realizować swoje plany i przestać odkładać je na wieczne potem. Przez 7 tygodni proponowałam Wam różnego rodzaju siedmiodniowe wyzwania, które miały uczynić te wakacje bardziej produktywnymi.

Co z tego wynikło?

Dla mnie wiele dobrego. Zaczynając już od samego wyzwania językowego, do którego najchętniej się przyłączaliście. Wydrukowałam tabelkę i rozpoczęłam odhaczanie swoich małych sukcesów. Potrafiłam wstać z łóżka o 22, gdy nagle przypomniało mi się, że zapomniałam o lekcji z Duolingo. Po pewnym czasie aplikacja ta zaczęła mnie jednak drażnić, ponieważ lekcje włoskiego moim zdaniem rozwijały się zbyt szybko, natomiast angielskiego – zbyt wolno. Zrezygnowałam z niej całkowicie i postanowiłam, że zajrzę tam za jakiś czas. Mniej więcej w tym samym momencie nałożyło się u mnie kilka wyjazdów, przez które musiałam odznaczać kolejne czerwone krateczki w mojej tabelce. Strasznie mnie to denerwowało, każda czerwona kratka dołowała mnie bardziej niż uszczęśliwiały mnie kratki zamalowane na zielono. Przykre było to, że chciałam Was motywować, a sama opuszczałam lekcje, które sobie zaplanowałam.

Pomimo tego po upływie miesiąca wyrobiłam w sobie nawyk regularnej nauki języków. Po prostu potrafiłam codziennie o tym pamiętać. Nie drukowałam już kolejnej tabelki, co zdjęło ze mnie presję odhaczania krateczek. Od tamtej pory jest super! Jednego dnia przeglądam słówka z angielskiego, innego zaś czytam książkę po niemiecku, następnym razem tworzę włoskie dialogi. Przyjmuję wiedzę z różnych źródeł na różny sposób i to mi się podoba! Nic mnie nie goni, a i tak czuję potrzebę uczenia się. Znalazłam nawet korepetytorkę online. Sama udzielam korepetycji przez Skype’a, dlatego wiem, że to świetne rozwiązanie. Nigdzie nie muszę się ruszać, oszczędzam czas na przejazdach, a nauka wygląda tak samo. Myślę, że napiszę tekst o zaletach takiej nauki języków. 🙂

Akcja wakacyjny budzik

Wracając jeszcze do pozostałych wyzwań, ogromnie zadowolona jestem z wyzwanie porządkowego. Wyrzuciłam wtedy wór niepotrzebnych mi już rzeczy, „pamiątek” chomikowanych przez lata.
Dobrze szło mi też wyzwanie sportowe aż do momentu mojego wyjazdu do Niemiec. W lipcu i sierpniu dużo biegałam i muszę się pochwalić, że dystans 10 km nie jest już dla mnie celem nie do osiągnięcia, a raczej świetną zabawą! Z tego jestem zdecydowanie najbardziej zadowolona. Nauczyłam się też kilku nowych sztuczek z hula hopem. 🙂 W Niemczech nie robiłam nic! Naprawdę, nie przebiegłam nawet kilometra i tylko przytyłam, dzięki tej słynnej niemieckiej diecie ;D

Co dała mi Akcja Wakacyjny Budzik? Zobowiązanie. Co tydzień zobowiązywałam się przed Wami i to sprawiło, że czułam się zobligowana do spełnienia obietnicy. Akcja dała mi motywacyjnego kopa i pozwoliła upilnować moich wakacyjnych planów. Oczywiście zawsze mogło być lepiej. To uczucie chyba nigdy nie zniknie. 😉 Cieszę się jednak, że wszystkie moje wakacyjne plany nie pozostały jedynie planami. Znalazłam realny czas na wykonywanie moich wyzwań i nie odkładałam ich na „kiedyś w wakacje”. Nawet stosik książek do przeczytania jakby się zmniejszył! Jestem ciekawa jak Wam minęły ostatnie dwa miesiące pod kątem realizacji wakacyjnych planów? Czy udało Wam się zmobilizować i zrealizować odłożone na lato postanowienia, nadrobić zaległe lektury, uprawiać sporty, uczyć się języków i tak dalej, i tak dalej. 😉 Napiszcie mi jakie są Wasze sposoby na mobilizację i wytrwałość w realizacji celów, chętnie się czegoś nauczę!

Do następnego czytania!

Ania

8 odpowiedzi

  1. Moje wakacje były pracowite. Przesiedziałam je w Anglii, pracując na obozie z dzieciakami od rana do wieczora. Język angielski został podszkolony. Musiałam się nim posługiwać na co dzień, ale to dla mnie nie problem już (trzeci rok pod rząd tam wylądowałam). Natomiast za cele zabrałam się teraz. Moje osobiste wyzwania to 30 dni bez słodyczy oraz 30 dni ze skakanką – póki co miałam jedno złamanie ze słodkim, ale rozpoczęłam wyzwanie od początku i osiągnę to! Skakanka idzie dobrze. 11 dni za mną 🙂 Staram się też pracować 2 razy w tygodniu nad magisterką oraz 2 razy w tygodniu nad moim Japońskim – z tymi dwoma już nieco gorzej to wygląda… Ale nic to… trzeba spiąć poślady i w końcu ruszyć się z miejsca 🙂

    1. Wow! Naprawdę dużo ciekawych planów. Jak napisałaś słowo „złamanie” to już myślałam, że to na tej skakance coś sobie złamałaś, a to o słodycze chodziło. ;p

  2. Jestem świeżaczkiem wśród czytelników, więc wakacyjny budzik mnie ominął 😛 Postanawiam jednak spróbować wyzwania z systematyczną nauką – dołączy mi od tego roku 2 język, więc trzeba się ogarnąć. W wakacje ogarnęłam stare notatki z liceum (5kg makulatury), wyrzuciłam 3 worki śmieci i oddałam kilka książek. Po tym bilansie zastanawiam się w jaki magiczny sposób mój pokój wyglądał dotychczas na posprzątany 🙂 Diabeł jednak tkwi w szczegółach 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.