Jak przetrwać 1. rok studiów i mieć czas dla siebie.

jak przetrwac pierwszy rok studiów

Jeśli jesteś na pierwszym roku studiów bardzo możliwe, że  czujesz, jakby od tych kilku lat zależało całe Twoje życie. Z tego powodu starasz się wypaść jak najlepiej. To całkiem normalne i myślę, że każdy tak ma. Zapewne, gdyby teraz powinęła Ci się noga, potraktowałbyś ją niczym życiową porażkę. Zdecydowanie za dużą wagę przykładamy do tego okresu w naszym życiu i staramy się dać z siebie wszystko, nadmiernie eksploatując przy tym swój organizm i własne zdrowie oraz zaniedbując swoje zainteresowania. Napisałam ten tekst, by pomóc Ci odnaleźć się w nowej sytuacji oraz by już na początku roku ostrzec i zabezpieczyć Cię przed problemami, które mogłyby spotkać Cię pod koniec semestrów.

 

Jak przetrwać 1. rok studiów w 6 krokach.

 

1. Odpowiednio się nastawić.


Nie wiem dlaczego, ale mamy tendencję do myślenia, że to my jesteśmy tymi najsłabszymi na roku, że to my nie damy rady, że to nam się nie uda. Nie masz się czym przejmować, jeżeli nie zaliczyłeś kolokwium w pierwszym terminie. Każdemu się zdarza. Rozpoczynając studiowanie musimy przyzwyczaić się do tylu nowości! Do całkiem innego nazewnictwa, innej organizacji i podejścia do ucznia. Musimy też przystosować się do wykładowców, ich sposobu oceniania, prowadzenia zajęć. Na początku dobrze obserwuj swoich prowadzących, często różne osoby mają różne przyzwyczajenia i z biegiem lat zobaczysz, że dwóch prowadzących ten sam przedmiot może kłaść nacisk na zupełnie odmienne sprawy, a Ty będziesz musiał pod to uwarunkować swój sposób nauki.

 

Niektórzy z wykładowców, oczywiście nie wszyscy, ale pewna ich część nie zdaje sobie sprawy z tego, jak duży wpływ mają na psychikę a nawet zdrowie fizyczne młodego człowieka. Ich sposobem motywowania jest stres, zastraszanie i surowy wizerunek. Tak, jakby było to koniecznie, by student dobrze opanował materiał. Przyglądając się takim ludziom,, czasem można wywnioskować, że prywatnie są oni po prostu nieszczęśliwi. Wiecie, tu się gdzieś usłyszy, że większość kolegów z pracy za nimi nie przepada, tu się dowiecie, że nie mają rodziny, a nawet małżonka. Oczywiście, nie można oceniać człowieka po tych kilku przesłankach, ale to może Wam pomóc zrozumieć, dlaczego te osoby traktują studentów w taki a nie inny sposób. Bywa, że nauka to wszystko, co im pozostało, nauka staje się ich całym życiem, wręcz obsesją. Kiedy to zrozumiemy, kiedy zauważymy, że wykładowcy to też ludzie, przestaniemy się ich bać.

 

MOJA RADA: Myśl pozytywnie. Wiem, że trąbię o tym, w co drugim tekście, ale cóż na to poradzę, że pozytywne myślenie działa! Sama to sprawdziłam! Pamiętaj o tym, że setki ludzi skończyły już Twój kierunek i jakoś sobie poradziły. To byli ludzie tacy jak Ty! Na początku również czuli się zagubieni, też im się nie udawało. Powiem Ci więcej! Twoi wykładowcy też musieli skończyć studia, więc przeżyli to samo. Wyobrażaj sobie, że zdajesz dany przedmiot z dobrą oceną końcową. Nastaw się pozytywnie i postaraj się wychwycić 5 zalet każdych zajęć. No i nie słuchaj ludzi, którzy panikują…

 

2. Nie słuchać głupiej, studenckiej paplaniny!

 

Nie wszędzie, ale na większości kierunków pierwszy rok bywa trudny. Wielu studentów rezygnuje ze studiowania, mniejsza liczba oblewa pierwszą sesję. Na pewno nasłuchałeś się już trochę o legendarnych odsiewach na pierwszym roku. Te wszystkie pogłoski nie są do końca zgodne z prawdą. Oczywiście nie znam przypadków ze wszystkich uczelni i wszystkich kierunków w Polsce, ale praktycznie wszyscy moi znajomi po pierwszym roku studiowania stwierdzali, że nie odpadło u nich aż tak dużo osób, jakby się tego spodziewali. Zdecydowanie więcej ludzi rezygnuje ze studiów niż oblewa pierwszy rok.

 

MOJA RADA: Trzymaj się daleko od osób, które wciąż panikują. Bardzo szybko zaczniesz przejmować ich emocje. Gdy ktoś zacznie przy Tobie rozmawiać o tym, jak straszny jest dany wykładowca i jaki „odsiew” urządza na I roku – odejdź od grupki.

 

3. Prowadzić zdrowy tryb życia.

 

Studenci na pierwszym roku często ze strachu decydują się poświęcić w całości studiom. Zapominają, czym jest odpoczynek, zapominają o znajomych, nie dbają o swoje zdrowie, gorzej się odżywiają, nie wysypiają się, nadużywają środków pobudzających – energy drinków, kawy, tabletek. Dla organizmu kilka takich miesięcy to tragedia, co dopiero cały rok. Zabawne, że jesteśmy w stanie zrujnować nasze zdrowie w młodości, po to, by na starość mieć pieniądze, by je leczyć. Ironia losu?

 

MOJA RADA: Wygospodaruj czas na ruch. Nie musisz koniecznie zapisywać się na siłownię, ale pamiętaj chociaż o codziennych spacerach. Staraj się jeść regularnie i zdrowo. Zabieraj ze sobą na uczelnię lunch box z drugim śniadaniem. Zaglądaj na bloga, ponieważ już wkrótce zaczną pojawiać się tutaj szybkie, tanie i zdrowe przepisy dla studentów, żeby ich nie przeoczyć możesz dodać mnie do swojej listy na Bloglovin, lub jeśli nie masz tam konta polubić Ania Kania na Facebooku. Tymczasem może znajdziesz przepis na najbliższe dni w jednym z odcinków „Blogerów na studiach”, w którym 5 blogerek kulinarnych podało swoje propozycje.

 

 

4. Odpowiednio się organizować.

 

Dość głupim powodem zaległości w materiale bywa brak organizacji. Zgubione notatki oraz pomieszane i nieposegregowane kserówki niepotrzebnie dodają nam pracy i stresu, gdy przyjdzie zrobić z nich użytek.

 

MOJA RADA: 

  1. Na początku roku ułóż swój system segregacji notatek. Może przyda Ci się do tego mój tekst: Jak segreguję notatki. (Mega szybki sposób.)
  2. Odpowiednio gospodaruj nieobecnościami, które masz do wykorzystania na uczelni. Bezsensu jest nie iść na zajęcia w październiku „bo mi się nie chce”, lepiej zostawić sobie te nieobecności na styczeń, gdy przyjdzie więcej nauki. Ja zostawiam je też na czas, w którym podróżuję.
  3. Zapisuj w kalendarzu nie tylko terminy kolokwiów/egzaminów, ale i czas, w którym będziesz się do nich uczył. Planuj czas na naukę, czy odrabianie zadań domowych. Wiem, że jakimś cudem, jeżeli napiszemy sobie w kalendarzyku „poniedziałek – oddać referat”, to do pracy zabieramy się w niedzielę wieczorem. 😉 Planuj, kiedy będziesz się uczył.
  4. Moja mama zawsze mi powtarzała „Najpierw obowiązki potem przyjemności.„. Stosuję się do jej zasady, chociaż miałam taki moment w życiu, w którym na obowiązkach się kończyło. Nie popełniaj mojego błędu i znajduj czas na relaks.
  5. By mieć czas dla siebie, trzeba tego naprawdę chcieć i bardzo się postarać. Najlepiej wyznaczyć go w swoim planie dnia i koniecznie się tego trzymać! Dokładnie zapisuj, kiedy masz czas dla siebie. Potrzeba dużej dyscypliny, ale da się to zrobić. Sama jestem tego świetnym przykładem. 😉

 

5. Współpracować z innymi.

 

Co tu dużo mówić. Nie studiujesz sam. Możecie dogadać się w ramach grupy, kto będzie chodził na jakie wykłady i robił notatki. Przydzielcie 2-3 lub więcej osób do jednego przedmiotu i niech każdy skupi się na opracowaniu jak najlepszych notatek z tych zajęć. Ważne jest, by naprawdę się do tego przyłożyć. Nie byłoby sprawiedliwym, gdyby jedna osoba opracowała przedmiot na piątkę, a ktoś inny odwalił swoją robotę byle jak.

 

6. Mieć swoją taktykę nauki, wykorzystywać różne techniki.

 

Kiedy powiem „uczący się student”, to co widzisz? Mój mózg od razu podsuwa mi obraz faceta, siedzącego przy biurku o 12 w nocy, zgarbionego nad książkami z puszką Red Bulla u boku. W najgorszym przypadku cała sytuacja odgrywa się w łóżku lub na ziemi. Niestety takie podejście do nauki i własnego zdrowia naprawdę jest obecne wśród studentów.

 

MOJA RADA:

 

  1. Gapienie się w książkę, to jeszcze nie nauka! Ale to też nie nasza wina, że nikt nas nie uczy tego, jak się uczyć! Tyle, że nie możemy też całe życie tej winny zrzucać na innych i mówić „Nikt mnie nie nauczył”. Nie!! Życie trzeba brać we własne ręce! A uczyć można się szybko i przyjemnie! Chociaż ludzie, którzy nigdy nie próbowali, nie wierzą w to. Jeśli obawiasz się pierwszej sesji, chciałabyś uczyć się szybciej ale też mieć pewność, że zdasz wszystko śpiewająco, to MUSISZ poznać strategię efektywnej nauki! Nie ma innej drogi! Dołącz do Kursu Efektywnej Nauki, by gładko przejść przez studia i nie popaść na nich w typowy, studencki marazm! Tutaj znajdziesz więcej informacji o kursie! 

Zauważyliście, że ostatnio często się rozpisuję? Kiedyś byłam bardziej zwięzła. Od razu mówię, że na pewno o czymś zapomniałam, bo ja przecież zawsze o czymś zapomnę. No ale od czego mam Was! Czy bardziej doświadczeniu studenci mają jeszcze jakieś pomysły na to jak przetrwać 1. rok studiów i mieć czas dla siebie? 😉

 

Do następnego czytania!
Ania

25 odpowiedzi

  1. Porady prawdziwe, zwłaszcza z tą paplaniną. Nigdy jakoś specjalnie nie przejmowałam się nauką, ale na studiach była grupka panikarzy, którzy potrafili zaburzyć mój spokój. Można się nabawić paranoi, serio.
    Chciałam też zapytać – skąd zeszyty? 🙂

  2. Jestem na pierwszym roku i dzięki tobie powoli ogarniam się z notatkami. Jestem na zaocznych, a tu już zdążyliśmy przerobić całą masę, a mamy zapowiedziane kolokwium. System z koszulkami i segregatorami jest świetny.
    Za to gadanie o tym i tym wykładowcy jest okropne. Też staram się najlepiej odchodzić na bok. Jeden wykładowca miał być okropny od pierwszego wykładu, a okazał się miły, żartował i super opowiadał 🙂

  3. Wypróbuję, szukam już czegokolwiek… Chociaż z zajęciami od 8 do 17, gdzie prawie godzinę zajmuje mi dojazd jest na prawdę ciężko.

  4. ♥! Tak mogłabym skomentować ten tekst i myślę, że to byłby komentarz idealnie oddający mojr odczucia po jego przeczytaniu. Ale, żeby nie było, że jestem aż tak mało ambitna, napiszę coś więcej. 😀 Drugi tydzień studiowania już prawie za mną i dopiero teraz przekonuję się, jak to wszystko jest męczące. Nie wiem skąd ludzie biorą czas na zabawy i imprezowanie, skoro ja ciągle mam coś do roboty. Chociaż pewnie to dlatego, że tracę 3 godziny dziennie na dojazdy… Tak czy siak jeszcze nie przyzwyczaiłam się do takiego studenckiego funkcjonowania, ale mam przeczucie (albo raczej nadzieję…), że szybko uda mi się dostosować i studia naprawdę staną się najlepszym etapem mojego życia. 🙂

  5. Pierwszy rok rzeczywiście może jawić się jako potwór: USOS, rejestracje, podpięcia, dobór zajęć i fakultetów, kolokwia, prowadzący…. Grunt to nie dać się zastraszyć i nie spanikować, to tylko na pozór straszny smok, w rzeczywistości studia są bardzo przyjemne :). Bardzo wartościowe wskazówki, popieram całkowicie :). Sama zrezygnowałam z jednego kierunku studiów po roku i zmieniłam go na coś znacznie bardziej pokrywającego się z moimi zainteresowaniami, ale dzięki temu rocznemu doświadczeniu dobrze wiem, czego się wystrzegać a co robić :).

  6. Ja mam jeszcze jedną radę od siebie – nie bać się wykładowców i prowadzących ćwiczenia. Warto chodzić na dyżury, nawet jeżeli nie mamy czegoś do nadrobienia. Zawsze znajdzie się kwestia, o którą można dopytać. A w ten sposób wykładowcy widzą, że nie mamy totalnej zlewki na dany przedmiot, zapamiętują nas i a nóż, może kiedyś to do nas wróci 🙂 Ja miałam taki przypadek na studiach, że pojechałam na konferencję studencką do Rosji wraz z kilkoma wykładowcami od nas z Wydziału – wiele razy znajomość tych wykładowców „przydała mi się” w późniejszych latach 🙂

  7. Kurczę! Gdybym Cię znała te 5 lat temu to na pewno uniknęłabym wielu błędów. Nie uważam ich jednak za coś złego, w końcu na błędach uczy się najlepiej. W każdym razie nie zaszkodziło przeczytać, został mi piąty rok i też zamierzam się stosować do Twoich rad 🙂

  8. „Nie wiem dla­czego, ale mamy ten­den­cję do myśle­nia, że to my jeste­śmy tymi naj­słab­szymi na roku, że to my nie damy rady, że to nam się nie uda.” – prawda! Cały czas mam takie wrażenie, że sobie z czymś nie poradzę!
    Co do ruchu, to akurat na uczelnię musze dojeżdżać, a potem przeważnie mam trochę nadmiarowego czasu, więc chętnie idę z rynku pieszo na uczelnię 😉 Dobry pomysł też zapisywaniem czasu na naukę, nie wpadłabym na to!

  9. Mam bardzo podobne wnioski z 1 roku i pewnie tego samego bym radziła 🙂 Pamiętam, że na 1 roku miałam okropny plan i właściwie siedziałam codziennie od rana do wieczora na uczelni. Miałam dość dużo okienek, które bardzo źle wykorzystywałam. Później nauczyłam się, że na dwugodzinną przerwę nie warto wracać do domu na obiad, jeśli podróż w obie strony zajmuje 45 minut i tyle samo zrobienie obiadu. Lepiej zjeść na stołówce albo swój lunch box, a resztę czasu spędzić w bibliotece, pisząc sprawka albo robiąc zadania z matmy, zamiast potem siedzieć po nocach. Przestałam też chodzić na bezsensowne wykłady. Prowadzący często przesyłają prezentacje albo bazują na swoich/kolegów podręcznikach, a czasem po prostu, brzydko mówiąc, pierdzielą głupoty i chodzenie na takie wykłady nie ma najmniejszego sensu. Chociaż ja lubię słuchać wykładów, bo zawsze coś się rozjaśni i mam jakąś głęboko zakorzenioną nieufność do cudzych notatek – nie umiem się z nich uczyć i zawsze wydaje mi się, że autor pominął jakieś ważne kwestie. Ale jeśli ktoś nie ma z tym problemu, to bardzo polecam nie marnować czasu 🙂

    1. Właśnie podstawą tej „umowy” o robieniu notatek jest to, że każdy obrabia tylko jeden temat, dlatego powinien wynotować wszyściutko jak najdokładniej i nie tak jakby robił notatki dla siebie, ale jakby to były notatki… hm no nie wiem, dla dziecka, które nic nie rozumie. ;p

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.