Jak wygląda praca blogerki, ale tak serio! #ZawódBlogerka

Siedząc w przytulnej kawiarence muskam palcami klawisze, by mądre myśli przepłyneły z mózgu przez szyję do rąk i znalazły swe ujście w tym ruchu. Po mojej lewej filiżanka cappuccino. Przede mną witryna kawiarni i ludzie pędzący do pracy. Ja w kapeluszu, bo blogerki noszą kapelusze.

Jak wygląda dzień blogerki?

Gdy mam ten swój idealny dzień, zaczynam pracę o 5:30. Ale o tym możecie przeczytać w podlinkowanym wpisie. Często jednak moja praca wygląda zupełnie inaczej, bo niestety nie mam idealnego życia. NIKT NIE MA. Także raczej jest tak:

 Nie mam zobowiązań wobec nikogo oprócz siebie. Nikt nie motywuje mnie do tego, by wstać rano o 6:00, umyć się, ubrać i wyjść do pracy. Bywa tak, że nie wstaję nawet do 9:00. Gdy już się ogarnę, w takiej sytuacji często decyduję się zjeść śniadanie na mieście.  Oki, zdarza mi się często pracować z kawiarni, aczkolwiek nie jest to tak efemeryczny obraz, jak opisałam go żartobliwie wyżej.  Pamiętajmy, że to też dodatkowe koszta prowadzenia kreatywnej działalności, która nie wymaga od nas mechanicznych działań, a bardzo twórczej pracy i ciągłego bycia w stanie „flow”. Wiem, że gdyby moja praca była bardziej mechaniczna, to nie wymagałaby ode mnie super idealnych warunków do pracy. Gdy więc następnym razem zobaczysz blogerkę pracującą przy kawie, to pomyśl o tym, że bardzo możliwe, iż ma już dość siedzenia samej, w 4 ścianach i bardzo chciała wyjść do ludzi! ;D 

Po południu staram się trochę odciąć od pracy. Potem do niej wracam około 15:00-16:00. Wieczorem się edukuję. Bardzo szanuję zasoby energii, które posiadam i uważam, że odpowiednie nimi dysponowanie to klucz do sukcesu. Na etacie czy studiach się o tym tak nie myśli, ale kiedy efekty pracy zależą od Twojego poziomu energii, kiedy Twoje zarobki zależą od Twojego poziomu energii… robi się trudniej. 

 

Dysponowanie energią to konieczność w kreatywnej pracy!

Robię więc przerwy w pracy, żeby nie wykorzystać całej tej energii na raz. Z tego też powodu często zaczynam pracę od samego rana, jeszcze przed śniadaniem, żeby energia, którą zyskałam przez noc od razu została jak najlepiej ukierunkowana. Bo mózg ma pewną ograniczoną liczbę decyzji do podjęcia jednego dnia i ograniczoną liczbę informacji do przyswojenia. Dlatego Steve Jobs nosił cały czas ten sam zestaw ciuchów. Nie chciał marnować swojego potencjału kreatywnego na wymyślanie tego, co ubrać. Nie da się też w ciągu jednego dnia zrobić 15 dobrych rzeczy. To ważne, żeby sobie to uświadomić. Energia poświęcona na przygotowanie idealnego śniadania, na wyszukanie przepisu, energia poświęcona na czytanie czyichś postów w social mediach, na oglądanie filmików na yt, na oglądanie zdjęć na Instagramie, energia, którą wkładasz w zrobienie prania jest wykorzystana i nie stanie się energią na twórczość. Dlatego wolę swoją energię inwestować od rana w pracę, a pranie robić na braku energii 😀 

 

Co ta blogerka robi w swojej pracy?

Prowadzenie firmy i pomoc z zewnątrz

1h

I jak wygląda stricte moja praca? Na początku miesiąca muszę zebrać wszystkie faktury sprzedażowe i kosztowe, które mam. Część wrzucam w foldery na bieżąco, część jest generowana przez różne systemy raz w miesiącu np. do wysyłki maili albo program afiliacyjny. W miesiącach sprzedaży kursu muszę też wygenerować ewidencję sprzedaży, czyli taką listę, w której zapisane jest ile, czego sprzedałam i kiedy. NUUUDA! Wysyłam też księgowej potwierdzenie opłacenia ZUSu, przelewu podatku dochodowego i podatku VAT. Wysyłam to wszystko do księgowej, ona robi magię i odsyła mi dokumenty, które muszę wydrukować i w odpowiedni sposób posegregować i wsadzić do teczki. Z tym pomaga mi często siostra.

W ogóle Ola pomaga mi z takimi mechanicznymi pracami. Ola aktualizuje  stare wpisy, gdy na przykład trzeba odświeżyć linki, albo gdy bardzo nie mam czasu, zajmuje się redagowaniem i korektą moich wpisów.  Dodaje do nich zdjęcia, dzieli na akapity, ustawia nagłówki i te pe. Innym razem Ola pomaga Wam pobrać Sesyjny Poradnik albo zaktualizować hasło. Ona też zajmuje się wyszukiwaniem dla Was okazji bankowych i bieżącym ich aktualizowaniem w zakładce Kasa od Banków. Tam w ogóle nie jest potrzebna żadna praca kreatywna, trzeba tylko skopiować zasady promocji z regulaminu. 😉

2h-4h/post

1. Inspiracja

Czasem szukam inspiracji do zdjęć na Instagramie, czasem na Pinterest, a czasem idę w miasto i patrzę, gdzie byłby fajny kadr i robię tam zdjęcia. Oczywiście zawsze wcześniej trzeba się pomalować, a każda dziewczyna wie, że to czasochłonna sprawa, szczególnie, że make up do zdjęcie musi być mocniejszy niż ten na co dzień (aparat “zjada” makijaż). Kiedyś nosiłam ze sobą wszędzie aparat, żeby nie zaprzepaścić okazji do zrobienia zdjęcia. Teraz już tak nie robię. Najzwyczajniej nie chce mi się tachać wszędzie ciężkiej lustrzanki i męczyć moich znajomych prosząc ich o zdjęcia. Jeśli wypatrzę sobie jakąś miejscówkę do  na mieście, to najzwyczajniej planuję tam sesję. Zastanawiam się nad klimatem fotografii, dobieram stylizację, ewentualne rekwizyty, umawiam się z siostrą lub chłopakiem i idziemy zrobić tam zdjęcia.

 

2. Postprodukcja

Potem przychodzi czas na wybranie zdjęć i ich obróbkę. Często modlę się o to, żeby któryś z moich przygotowanych presetów – czyli stworzonych przeze mnie ustawień obróbki – pasował do zdjęcia. Bo to oznacza znaczne skrócenie czasu pracy. Po prostu kopiuję te ustawienia i wklejam na nowe zdjęcie. Bywa jednak, że obrabiam fotografię od podstaw i czasem zajmuje mi to godzinę a czasem nawet dwie. Po wysyłce zdjęć na telefon okazuje się, że wyglądają one zupełnie inaczej niż na laptopie, więc bawię się w aplikacjch na telefonie dodatkowe 15-20 minut. 😀

 

 

3. Napisanie postu na Instagram

Jeśli znasz mojego Instagrama ( a jeśli nie, to zobacz, jaki mam super motyw kolorystyczny KLIK!), to wiesz, że nie opisuję zdjęć w stylu “takie tam w parku”. Napisanie tekstu na IG to też kwestia pomysłu. Są takie dni, że nie mam nic do powiedzenia i wtedy trudno jest mi cokolwiek z siebie wykrzesać. Czasem nie chcę “zużyć” jakiegoś tematu na Instagramie, bo wiem, że będę chciała go poruszyć na blogu i wpadam w takie błędne koło, w końcu nic nie publikuję. Jak już mam pomysł na post, piszę go około 30 minut, ale czasem nawet godzinę.

 

4. Storiski

Nie zapominajmy o Stories! Pokazywanie codzienności nie jest czasochłonne i odbywa się jakby w tle. Jednak nie zawsze mam ochotę brać ze sobą telefon, a niestety myśl o tym, że zdarzy się coś, co warto będzie pokazać, drąży mój umysł jak mały robak. Jest to swego rodzaju obciążenie, które za pewne odczuwa wielu blogerów. Czasem chcę wypowiedzieć się na jakiś temat i wtedy mądre i przemyślane Stories z napisami zajmuje mi od 30 minut do godziny. Wielu blogerów poświęca więcej czasu na codzienne Stories na Instagramie, bo obrabiają zdjęcia lub używają specjalnych programów do dodawania efektów,  tworzenia grafik albo prezentacji. Ja tego nie robię, bo sama jakoś nie lubię, gdy widzę u kilku blogerów grafiki na Stories z tej samej aplikacji. Trudno potem odróżnić, kto te relacje publikuje, bo nie ma w nich nic charakterystycznego.

 

10 min - 30 min/ post

Nie przykładam specjalnej wagi do estetyki na Facebooku. Jeżeli chcę się wypowiedzieć na jakiś temat, to czasem cykam zdjęcie z telefonu, czasem używam jakiegoś starego zdjęcia, a czasem nie dodaję fotki wcale. Generalnie powinnam częściej publikować na moim fejsie, bo widzę, że go zaniedbuję. Pisanie postów tam jest jednak zwykle przyjemne i porusza Was do dyskusji. Czasem zajmuje mi to 10 minut, ale na pewno nie więcej niż 30. Większy problem mam z pomyślami na publikacje. Instagram Stories sprawiają, że wszystko, czym chcę się podzielić w czasie teraźniejszym, publikuję tam, a potem brakuje mi treści na Facebooka. Muszę chyba się nad tym zastanowić. 😀 Jeśli chcesz mnie do tego zmobilizować to zapraszam do podarowania lajka! 😀

Newsletter

30 min - 60 min/ mail

Newsletter to bardzo przyjemna droga komunikacji z Wami. Lubię pisać maile, bo czuję się, jakbym pisała list do przyjaciółki! To zdecydowanie jedna z przyjemniejszych czynności, jakie wykonuję. Zabawne, ale pisząc ten tekst zauważam, że najrzadziej robię rzeczy, które najbardziej lubię. Newsletter staram się wysyłać po każdym poście, a rzadko wysyłam coś ot tak! A kiedyś to robiłam! Mam wrażenie, że zawsze znajdzie się coś “ważniejszego”. Przyjemny kontakt z Wami mam również podczas wyzwań, które zawsze prowadzę mailowo! Napisanie jednego maila, wstawienie zdjęć, poprawienie go i zaplanowanie wysyłki zamuje mi od 30 minut do godziny.

Odpowiadanie na wiadomości

0,5h - kilku godzin/ dziennie

Tutaj również nie ma reguły. Zdarzają się nawet takie dni, w które w ogóle nie odpowiadam na maile, ale to raczej wyjątki. Jeśli chodzi o typowy dzień, to raczej zdarza mi się to codziennie. Na część rzeczy odpowiada moja siostra, ale ja zajmuję się przygotowywaniem ofert współpracy albo kontaktem z Wami. To dla mnie oczywiste. 

Planowanie przyszłych działań

1 -2-3 dni

Nie tworzę bloga ot tak, bez celu. Mam jakiś upatrzony kierunek, o którym chętnie Wam kiedyś opowiem, w innym poście z tej serii. Planowanie postów, akcji, wyzwań, sprzedaży i działań z nią związanych często zajmuje całe dnie! W tle zaczyna się proces myślowy, konsultacje z moimi pomocnikami, analiza statystyk, Waszych komentarzy i sugestii. A dopiero potem przelewam to wszystko na papier. Rozpisuję to w moim specjalnym zeszycie w kolorze blue. Ale na przykład stworzenie planu sprzedaży kursu, to był już wielki plan na brystolu w formacie A1! Często planuję używając kartek elektrostatycznych na ścianie, co możecie zaobserwować na moich Stories.

Reklamy

1-2h/ jedna reklama

Podczas sprzedaży kursu wyświetlają się jego reklamy. Czasem reklamuję też webinar albo jakiś post, który uważam, że wart jest uwagi. Nie zajmuję się osobiście ustawianiem reklam, korzystam do tego z pomocy specjalistki.  Dedukując, są to dodatkowe koszty, jednak, jeżeli reklamy są dobrze ustawione, przynoszą lepsze efekty i są też tańsze, więc rachunek się wyrównuje. 🙂 To nie jest jednak tak, że ja nic nie muszę robić. Zajmuję się tworzeniem grafik, zdjęć, filmików i tekstów do reklam, dobieram posty na blogu, które warto reklamować.

Wyzwania

30h-57,5h/ całe wyzwanie (tworzenie, udział i kontakt z Wami)

Z wyzwaniami to w ogóle jest zabawa! 😀 Podczas wyzwań muszę wykonywać wszystkie obowiązki, które mam na co dzień i jeszcze pracować nad wyzwaniem! To może po kolei powiem, bo się pogubię:

  1. Najpierw robię stronę zapisu do wyzwania! Trwa to około 1-2h Ustalam w tym momencie generalne cele i efekty wyzwania i wpisuję je na stronę.
  2. Potem tworzę w systemie do wysyłki maili osobną listę i formularz, przez który zapisujecie się do wyzwania. Około 30 min.
  3. Potem tworzę posty, które ogłoszą wyzwanie. Wypada więc pójść na zdjęcia. A to już wiecie jak wygląda. Ale na przykład ostatnie wyzwanie “Sesja is coming” zapowiadał filmik stworzony w Warszawskiej Politechnice. Na szczęście pomogła mi go nakręcić Ania Kęska, ale obie poświęciłyśmy na to nasz prywatny czas. Po nakręceniu filmików, musiałam oczywiście je przejrzeć, zmontować, znaleźć pod nie muzykę. Łącznie jakieś 2 godziny pracy przy kompie i godzina w Politechnice.
  4. Następnie piszę super zachęcający post, który sprawia, że wszyscy chętnie bierzecie udział w wyzwaniu, prawda? 😀 30 minut.
  5. Potem jeszcze tylko stworzenie grafiki z dobrą nowiną o wyzwaniu, którą będziecie udostępniać w social mediach, głównie na Stories, ale tworzę też post na IG. No to jakieś 15-30 minut.
  6. Następnie udostępniam wszystko w sieci. W tym momencie nie mam jeszcze konkretnych maili, które do Was pójdą, ale generalny zarys wyzwania i kolejnych kroków. Przechodzę więc do dalszej pracy.
  7. Zaczynam pisać maile, czasem wspomagam się starymi sprawdzonymi już wyzwaniami, ale zwykle jest to praca od podstaw. Ostatnio trochę poluzowałam i wyzwania mają formę pisemną – wysyłanych przeze mnie maili, ale przecież były i takie wyzwania, które robiłam w formie video! I pamiętam, że przez 5 dni codziennie nagrywałam, montowałam i wrzucałam jeden filmik. Stworzenie jednego maila z wyzwania zajmuje mi około 1-2h
  8. Potem przypominam jeszcze kilka razy o zapisach na wyzwanie, a następnie przez tydzień odpisuję osobom, które nie zdążyły się zapisać. 😀
  9. Gdy ruszy wyzwanie zawsze biorę w nim udział. Taką mam zasadę. Żeby faktycznie czuć klimat wyzwania, żeby czuć jakim ono jest wyzwaniem, zrozumieć problemy i radostki uczestników, MUSZĘ brać w nim udział! Dla mnie to od 15 minut do godziny dodatkowej pracy, która jednak jest też przyjemną formą rozwoju dla mnie.
  10. Ale w wyzwaniach najbardziej kocham kontakt z Wami! Czytam wszystkie posty, które udostępniacie, staram się też większość skomentować, chociaż czasem, gdy już widzę, że trzecią godzinę w ciągu dnia spędzam na Instagramie, to wiem, że muszę zwolnić!

Tworzecznie wpisów

2h - kilkanaście godzin/ wpis

I dopiero teraz przychodzi czas na pisanie tekstu…

  1. To znaczy najpierw jest poszukiwanie źródeł i inspiracji. Ale to raczej robię w czasie wolnym, co w sumie nie jest zdrowe…
  2. Zdarzało się, że udało mi się napisać tekst w godzinę. Kiedyś zrobiłyśmy nawet akcję z koleżankami blogerkami, w której każda napisała post w 15 minut. To były dobre teksty, bardzo emocjonalne. Rzeczywistość jest jednak taka, że przygotowanie tekstu zajmuje mi kilka godzin.
  3. Samo pisanie około 2-3 godzin. Do tego dochodzi redagowanie tekstu i korekta. To kolejna godzina. A mówiłam już, ile czasu zajmuje zrobienie i obrobienie zdjęć? 🙂 Kiedy wrzucam zdjęcia na bloga poza obróbką zawsze je trochę zmniejszam, żeby strona nie była za ciężka, ale to już pierdoła. 
  4. Potem piszę post na Facebooka, na Instagram, opowiadam o tekście na Stories i piszę newsletter. Mówiłam już też, ile czasu zajmują te pojedyncze czynności. 

Łącznie myślę, że publikacja postu na blogu może zająć jakieś 5 do 12 godzin. Zależy od tego, czy wpis to moje przemyślenia, czy jednak wiedza naukowa, czy zdjęcia robię w mieszkaniu, czy jadę specjalnie gdzieś, żeby je wykonać. Czy obróbka okaże się w miarę prosta i mogę skorzystać z moich presetów czy jednak pracuję od początku. Przypomnę jednak, że ostatni wpis o tym, jak medytacja wpływa na efektywną naukę pisałam przez 2 tygodnie… Wiesz, ile trwa research? Może wieki, ale kończy się wtedy, kiedy Ty o tym zdecydujesz.

Edukacja

1-2h/ dziennie

 Cały czas też rozwijam się we własnej branży. Już nie mówię nawet o zdobywaniu kompetencji związanych z efektywną nauką. Nie. Cały czas uczę się też samego blogowania, prowadzenia Instagrama, sprzedaży i tworzenia swoich produktów w sieci. To dodatkowy czas i pieniądze, które inwestuję non stop. Trudno jest mi oszacować, ile dokładnie wydaję i ile czasu spędzam na edukowaniu siebie. Mój błąd jest taki, że często robię to wieczorami, w czasie wolnym, w którym powinnam już oderwać swoje myśli od pracy. Przerabiam kursy, słucham podcastów, czytam e-booki. Bywa, że tego czasu jest więcej niż napisałam wyżej. Nie zliczę jednak dokładnie słuchania podcastów podczas gotowania obiadu, wieczorem do snu i czytania książek w poczekalniach.

Wszystkie, inne takie...

0 - wieczności/ na zawsze

Praca kreatywna, to praca KREATYWNA. Czyli nie zawsze robi się to samo. Nie zawsze to, co opisałam w powyższych podpunktach. Czasem se twórca wymyśli produkt. To se twórca siedzi i se tworzy. Godzin kilkadziesiąt tudzież kilkaset. Twórca zrobi se webinar, to se go przygotowuje, ogłasza, promuje i prowadzi. Godzin kilka co najmniej. I jakie tylko projekty grają w duszy twórcy np. wystąpienia, akcje charytatywne, spotkania itp. to se twórca siedzi i se planuje, realizuje, dopina. Godzin kilka, kilkadziesiąt i kilkaset, a nawet całą wieczność, bo tutaj sky is not the limit…

Także tego... jakaś puenta?

Ostatnio często zdarza mi się rozmawiać z początkującymi blogerami czy twórcami internetowymi. Stąd potrzeba podzielenia się moimi doświadczeniami. Nie jest tak kolorowo jak się wydaje. I przykro mi, że muszę Cię rozczarować. Niestety zwłaszcza na początku trzeba pracować więcej niż na etacie, a potem… Hmm… Potem jak chcesz dobrze, to i tak pracujesz więcej niż na etacie. Jeśli więc bardzo cenisz sobie czas prywatny, z rodziną, to zyskasz większą dyspozycyjność tylko w teorii. Możesz se zrobić pranie w przerwie od pracy. Możesz zrobić obiad, ale wiesz… to wszystko rozprasza. I tak kończy się tym, że wielu twórców ucieka do kawiarni z pracą, bo przebywanie cały czas w tym samym miejscu doprowadza do szału, a obowiązki domowe rozpraszają. Z drugiej strony ja po prostu lubię to, co robię. Zawsze lubiłam pisać. Lubię moją społeczność i moją pracę. Dlatego w tym jestem. Pytanie, czy Ty to lubisz?

 

PS Jeśłi przydał Ci się ten wpis, to podziel się nim ze znajomymi, którym może się przydać! Bo ja się nad nim naprawdę napracowałam, żeby niczego nie pominąć! Buziaki i dzięki! 😉

Do następnego czytania!

Ania

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *